odc.10 – Tyrolskie jodłowanie i Wenecja
Pozazdrościłem Papie długiego epizodu i funduję wam moi drodzy, wierni słuchacze odcinek godzinny. Mimo wszystko myślę, że odsłuchacie go w wolnej chwili
W tle na fortepianie gra Rob Costlow znaleziony na music.podshow.com a ja opowiadam o Tyrolskich plenerach, winie, ludziach, oraz o Wenecji, do której też się wybrałem. Jak zwykle w trakcie nagrywania odżyły wspomnienia i chciało by się podzielić większą liczbą informacji, ale sami widzicie: 60min to i tak zbyt wiele. Tradycyjnie liczę na komentarze, może byłeś/łaś w Alpach, może możesz zarekomendować podobne miejsca? Podziel się wrażeniami, lub po prostu zostaw komentarz na www.probamikrofonu.com PS Chętnie wymienię się promosami, jak ten od Papy Cafe umieszczony w odcinku – daj znać a coś się zrealizuje
Pozdrawiam wszystkich zaglądających – Robert Koeseling

Jejku…. nie słuchałem, ale czytam dwa razy Papa….
I co ś jest na rzeczy 
bedzie co nadrabiac po powrocie
Pozdrawiam ze słonec…. pija….. przyjemnego Krakowa
długie=jest co sluchac
Ja dziś trochę marudząco
Mogłeś zrobić dwa podkasty o jabłkach i o reszczcie… Nastawiłam się na dalszy ciąg Twoich przygód we Włoszech (ciąg dalszy wyprawy w Alpy) i troszkę się zawiodłam. Oczekiwania me spełniłeś mówiąc o Wenecji – uśmiałam się, super są takie przygody. Może więc nagrasz ciąg dalszy po raz drugi 
Pozdrawiam Kropka.
Podobał mi się taki długi podcast. Pozwoliłeś wyobraźni działać
Dużym Fiatem W Alpy? Ambitne ;] Trzeba o tym pomyśleć Pozdrawiam Daniel Czechowski ;]
Witam Robercie
Idealny podcast na powrót z Krakowa. Tak sobie myślałem, że słuchanie podcastów w takiej dłuższej drodze to świetne rozwiązanie. W komunikacji miejskiej czy strefowej ciągle ktoś wsiada, wysiada i te szumy przeszkadzają przy słuchaniu. A tutaj mamy dużo, czasu – nie musimy zaraz wysiadać. I tak sobie pomyślałem, że te podcasty których słuchałem w drodze… to tak jakby ten ktoś usiadł obok i opowiadał mi to co słyszałem w słuchawkach. I zarówno w jedną stronę z NTDO i Samosią mi czas zleciał szybko – tak i w drodze powrotnej z Próbą Mikrofonu i Indywidualnym
I uśmiechu po drodze było co nie miara. Szkoda, że Wiolinki nie było słychać jak Ci mówi o tym praniu, ale komizm sytuacji dało się wyczuć
A ja zaraz o tej Viście miałem mówić, a tu słyszę Papa tu Papa tam
zaraz nas ktoś oskarży o KWZ – Koło Wzajemnej Adoracji
Kurcze znowu się rozpisuje, a miało być o odcinku.
O tych jabłkach to bym w życiu nie pomyślał, że tak jest. Takie procedury, sposoby zrywania, przewozu i przechowywania. Podział na tyle klas itd. itd. Ciekawi mnie jeszcze jedno – czy oni te jabłka 1 gatunku zostawiają też na swój rynek czy tylko wysyłają poza granice kraju. Przypomina mi się taki odcinek Hochlandera albo NTDO (w którym Przemion) mówił o serze w Holandii. Mianowicie o tym, że ten najlepszy zostawiają dla siebie a inne gatunki mniej wartościowe lecą już do innych krajów. Podoba mi się takie podejście, bo w Polsce w wielu przypadkach bywa niestety inaczej. To co mamy dobre – za granicę, a dla nas gorszy sort albo ściąganie tego samego z miejsc w których taniej. Kilka lat temu kiedy robiłem taki malutki kurs barmański, słyszeliśmy na nim właśnie, że nasz kraj ma super wódkę nie chcę już palnąć z czego dokładnie, która idzie za granicę. A ja o niej nic nigdy nie słyszałem. Zresztą wystarczy popatrzeć na strony polmosów – wszędzie się znajdzie jakiś mniej znany produkt, który jak się okazuje w większości sprzedawany jest za granicą.
Znowu dygresje
A co do samego pobytu to fajna sprawa, przeżycia, możliwość zobaczenia tych wszystkich miejsc. Podoba mi się układ praca za kasę a reszta za darmo. Podejrzewam, że dla nich i tak był to układ opłacalny. A i Wy za pewne nie narzekaliście
Weneckie przygody mnie rozbroiły. Nie wiem ile to było lat temu, ale duży fiat działa na wyobraźnię. My też kiedyś mieliśmy dużego fiacika. To były (są) naprawdę fajne samochody. Brat rozstawał się z nim z żalem. Teraz nawet czasami zastanawiamy się czy nie zakupić starego „kredensu” jak to na te samochody mawiali, tylko zabawa przy takich autkach to raczej finansowo-chłonna przyjemność. Więc sprawa do przemyślenia
Ta autostrada jak już mówiłem mnie rozbroiła zupełnie. Uśmiałem się w tym autobusie. Rozbrajanie barierek, drewniane klocki hamulcowe
Hard core zupełny
Coś jeszcze mi po głowie chodziło odnośnie tego epizodu. Gdy sobie przypomnę to nie omieszkam o tym wspomnieć
Pozdrowienia
Kropka – i jak tu kobiecie dogodzić? Jako optymista dostrzegę w tej krytyce dobrą stronę a mianowicie fakt, że Próba Mikrofonu trzyma jakiś poziom – bo gdybym był na dnie, to nie byłoby możliwości się pogorszyć
O Wenecji raczej nie będę więcej opowiadał, bo niewiele mógłbym powiedzieć poza tym, co wszyscy wiemy… no może dodam, że woda w kanałach jest brudna i śmierdząca ale mimo to jestem zachwycony tym miastem.
Koras – Może nie tyle wyobraźni, co wspomnieniom, które jednak tak się tłoczyły, że aż skupić się nie mogłem
Daniel – Tam w Alpach to podziwiałem czwórkę Polaków, takich posturą ze wsi, więc raczej sporych rozmiarów, którzy się do Włoch wybrali maluchem. Na dachu były walizki a obi sami gnietli się w środku. To był hardcore
Papa – to się nazywa komentarz!!!
Też lubię słuchać długich podkastów w autokarach. Szkoda, że za zwyczaj trzeba inaczej wygospodarować czas.
O Viście możesz opowiedzieć – nie przeczę, że z przyjemnością posłuchałbym sobie tej historii kilkudniowej z pozytywnym zakończeniem
Co do jabłek, to poza Tyrolem, gdzie każdy ma swoje lub rodzinne sady, to nie widziałem pierwszego gatunku tych owoców. Ale też i nie szukałem.
Odnośnie kasy – zarabialiśmy bardzo dobrze. Na tamte czasy, to trzy miesiące pracy sezonowej dawały roczne zarobki w PL. A może i jeszcze więcej?
Ciekawe jak na ciebie współtowarzysze podróży spoglądali, gdy wybuchałeś śmiechem „bez powodu” w autokarze?
W autobusie ciemności egipskie panowały – a te moje wybuchy to takie pod nosem
Co by nie było
PS. a mglisty podpis to na klimat krakowski zapowiedź, ale kiedy ja te bzdury zmontuje to sam nie wiem..
Zastanawiam się, czy nie można by zarobić na tych drewnianych klockach do kanciaka
A pranie już zebrałeś? A może raczej lanie
Dlaczego nazywasz swoją kobietę Wiolinką?
Maciej! – Ty materialisto jeden
Antec – Pranie zebrane, pachnące a Wiolinka to od Wioli, czy też dokładnie od imienia Wioletta.
Kiedy nagrasz nowy epizod, hę?
Świetnie się słuchało… a no i tak sobie myśle… zjem kiedyś to najlepsze jabłko świata…? ( czy trzeba jechac aż do USA?:-)
Adam – w tym celu czasoprzestrzeń musi się zgrać. Niedawno byłeś w pobliżu, więc przestrzeń byłaby OK, ale czas nie dopasował…
Myślę, że kiedyś wybierzesz się w Tyrolskie Alpy na przełomie sierpnia lub września a wtedy będziesz miał dojrzewających jabłuszek pod dostatkiem.
I tu uwaga: jeśli po nadgryzieniu jabłko nie jest słodkie a sok nie płynie podobnie jak z gruszki, znaczy, że jabłko jest jeszcze niedojrzałe. Kilometr, dwa dalej mogą być już dojrzałe. No i nie zrywaj tych największych – kilogramowe jabłko ciężko jest zjeść samemu